Poniedziałek, 18.02.2019

"Lubię być i żyć trochę na przekór" - wywiad z Sylwią Szteligą, mielczanką, która zatańczy w Rio de Janeiro

  • 3.02.2019, 19:24 (aktualizacja 03.02.2019 21:44)
  • Edyta Gąsior
vid-20190125-wa0008.mp4
Każdy z nas ma tylko jedno życie. To od nas zależy jak je przeżyjemy.  Możemy łapać nasze marzenia i być szczęśliwi. Albo... będziemy siedzieć zamknięci w domu i obwiniać cały świat, że nasze życie nie wygląda tak, jak byśmy chcieli. 

Od wielu lat dążyłaś do tego, aby zrealizować swoje największe marzenie – zatańczyć w Rio de Janeiro. Co według Ciebie jest najtrudniejsze w drodze do celu?
Chyba najtrudniejsza jest walka z własnymi ograniczeniami, z tym, że czasem wydaje nam się, że nie damy rady czegoś zrobić. Nie raz sobie myślałam, że już jest dla mnie za późno, że nie mam szans, ale szybko pozbywałam się tych negatywnych myśli i układałam w głowie plan, jak osiągnąć to, co sobie założyłam. Wiadomo pieniądze, język, odległość stanowią barierę, ale to nie one nas najbardziej blokują, to my jesteśmy największym zagrożeniem dla naszych marzeń.

 

Co zatem jest najlepszym sposobem na wymówki? Masz jakieś antidotum?
Kilka lat temu, kiedy wspominałam, że chce jechać do Brazylii - mój brat powiedział mi, że tylko opowiadam, co chce zrobić i osiągnąć, a tego nie realizuję. Poczułam się wtedy trochę głupio. Obiecałam sobie, że co by się nie działo pojadę do Rio i zatańczę jako passista na sambodromo. Powiedziałam o tym wielu moim znajomym. Świadomość, że tak wielu ludzi wie o moich planach nie pozwoliła mi się poddać, nie chciałam w ich oczach wyjść na kogoś kto mówi jedno, robi drugie. Nie ukrywam, że świadomość, że w pewien sposób patrzą na mnie był sposobem na wymówki. Ale przede wszystkim zrobiłam to dla siebie. Jeśli wyznaczamy sobie cel i go realizujemy to pomaga nam w budowaniu własnej wartości i myślę, że to poczucie jest najlepszym antidotum.

 

Poczucie własnej wartości… no właśnie. Jak byś opisała samą siebie?
Chodzę własnymi ścieżkami. Lubię być częścią grupy, ale nie lubię za nią podążać, lubię ją obserwować. Chyba lubię być i żyć trochę na przekór zasadom i normom, nie lubię kontroli, gdzieś w środku jestem trochę zbuntowanym dzieckiem.

Nieodłączną częścią Ciebie jest też taniec… 

Taniec jest częścią mnie, czymś bez czego chyba nie dałabym rady normalnie funkcjonować. Daje mi szczęście, przenosi na chwilę do innego świata. Pozwala zapomnieć o tym, jest przyziemne i czasem nas przytłacza. O sambie jak i o Brazylii marzyłam od zawsze. Podobały mi się te piękne uśmiechnięte kobiety, tak szybko przebierające nogami. W Sambie kocham  przede wszystkim to, że wyzwala ona pozytywną energię: jak dasz z siebie 100% wróci do Ciebie 200%! 

 

Taniec to także ciężka praca. Jak dużo czasu tygodniowo/dziennie poświęcasz na treningi?

Bardzo ciężka, ale miła. Wyzwala endorfiny.  Wcześniej, w Londynie trenowałam około 3 razy w tygodniu po 1,5h na treningach organizowanych przez moją szkołę i niezależnych nauczycieli. Poza tym prawie każdego dnia trenowałam w domu (1-2h). Na treningach koncentrowałam się na trikach i choreografii ,w domu dopracowywałam detale i ćwiczyłam kondycję i wytrzymałość. Ktoś może uznać, że 1-2h dziennie to mało, ale przez cały czas pracowałam zawodowo, więc nieraz zorganizowanie czasu było dla mnie wyzwaniem. Tutaj w Rio  treningi wyglądają one nieco inaczej niż w Londynie. Każdy trening jest publiczny i jest mini pokazem. Samba to piękny, ale wymagający taniec bez odpowiedniego przygotowania fizycznego ciężko go dobrze zatańczyć. 

 

Powiedz jak zareagowali Twoi najbliżsi, kiedy dowiedzieli się, że masz szansę wyjechać do Rio? Czy to był entuzjazm i wspieranie Cię w realizacji marzeń czy raczej strach i próba przekonania Cię, abyś nie wyjeżdżała?

Przyjaciele wspierali mnie w 100% . Najwięcej mentalnego wsparcia zawdzięczam Manueli, którą poznałam w Londynie, to jest mój dobry duch i taki trochę Anioł Stróż. Mam wrażenie, że ona jako jedyna nigdy we mnie nie zwątpiła! Moja rodzina była trochę mniej zadowolona, że wyjeżdżam. Wiem, że kibicują mi z całego serca i są ze mnie dumni, ale odległość robi swoje. Wiem, że mam ich po swojej stronie i że cieszą się razem ze mną, ale chyba chcieliby żeby Rio było w Polsce :)

 

Jak wyglądały Twoje pierwsze dni w Brazylii? Czego najbardziej się obawiałaś?  

Jedyne czego się obawiałam to kontrola na lotnisku i bariera językowa. Czytałam, że policja federalna będzie sprawdzać mój bagaż, to czy mam pieniądze, to czy mam mieszkanie, czy nie mam leków, czy mam tylko jeden telefon itd. Okazało się, że nie sprawdzili zupełnie nic (zszokowała mnie łatwość przekroczenia granicy). Barierę językową pokonałam szybko. Mało mówię po portugalsku, ale ciągle się uczę i w podstawowych kwestiach umiem się porozumieć. Celowo też wybrałam mieszkanie z ludźmi, którzy nie mówią po angielsku, bo to dzięki temu najszybciej uczymy się języka. Najszybciej przyswajamy wiedzę, kiedy jesteśmy postawieni pod ścianą.

 

A co Cię tam najbardziej zaskoczyło?
Trochę ceny, zarobki są jak w Polsce ceny w supermarkecie jak w Londynie. Kolejna rzecz to fakt jak carioca (mieszkańcy Rio) pojmują czas. Jeśli umawiasz, się z kimś na 20:00 to zazwyczaj znaczy, że nie pojawiaj się wcześniej niż 21;00. Zaskakujące jest również to, że nie ma tam  rozkładów jazdy i tras autobusów!

Więcej informacji na ten temat można znaleźć w moich kanałach social media : https://www.youtube.com/channel/UCbiugPvh9VaMvSwEhlCC96Q/featured.

 

Ale jednak Brazylia Cię fascynuje. Marzysz o tym, aby zostać na stałe?
Jestem zauroczona Rio! Kocham piękne plaże, cudną przyrodę, słońce i temperaturę. Żeby poczuć magię tego miejsca, trzeba tutaj przyjechać (Brazylijczycy zwykli mówić, że Bóg tworzył świat 6 dni, a siódmy przeznaczył na Rio).  To, co widzimy w katalogach wakacyjnych to jedynie mały skrawek miasta. Niestety musimy też pamiętać, że Brazylia jest pogrążona w kryzysie, wielu ludzi pracuje za najniższą stawkę (mniej niż 1000r$, 1r$ to około 1zł) a koszty życia w wielu miejscach są znacznie większe niż w Polsce. Rzesza ludzi nie ma pracy w ogóle! Tutaj po raz pierwszy zetknęłam się z bezdomnymi dziećmi (wierzcie mi co innego słyszeć o tym, co innego zobaczyć). Co do zamieszkania na stałe. Na chwilę obecną zostać w Brazylii jest moim największym marzeniem. Będzie to ogromne wyzwanie. 

 

Czyli obecnie  nie wyobrażasz sobie powrotu do Polski i pracy np. w koorporacji?
Czasem tęsknię za moją małą ojczyzną, chociażby przez wzgląd na moją rodzinę, ale na chwilę obecną nie wyobrażam sobie powrotu.  Nie wiem czy chciałabym pracować w korporacji (białe kołnierzyki i klimatyzacja mnie duszą), ale jeśli to pomogło by mi osiągnąć kolejne cele to nie widzę przeszkód.

 

 Co powiedziałabyś osobie, która nie ma odwagi spełniać swoich marzeń?

To dość trudne pytanie, ale zazwyczaj powtarzam sobie i to powiedziałabym też tej osobie, że lepiej żałować, że coś się zrobiło niż straconej szansy. Czasami ciężko postawić wszystko na jedną kartę ale mimo wszystko można ten ruch wcześniej zaplanować i go zrobić ,nawet jeśli coś w między czasie się zmieni. Każdy z nas ma tylko jedno życie i to od nas zależy jak je przeżyjemy.

Dziękuję za rozmowę.

 

Edyta Gąsior

Zdjęcia (2)

Podziel się:
Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu mielecity.pl. Agencja Wydawniczo Reklamowa Korso Spółka z o.o. z siedzibą w Mielcu, ul. Biernackiego 1/4, 39-300 Mielec jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Pozostałe

optAd360 AI Engine -please insert this code on EVERY PAGE at the top of the section- ---------------------------------------------------------------