Sobota, 19.10.2019

Młodzi z pasją: „Walka w parterze to nasz ocean, a my jesteśmy w nim rekinami.” 

  • 01.10.2019, 08:51
  • DJ
Podziel się:
Oceń:
Młodzi z pasją: „Walka w parterze to nasz ocean, a my jesteśmy w nim rekinami.” Krzysztof Kobos
Krzysztof Kobos to młody, dziewiętnastoletni mielczanin, który od najmłodszych lat jest związany ze sportami walki. Obecnie od prawie 5 lat trenuje brazylijskie jiu jitsu. Dyscyplinę opartą w szczególności o techniki parterowe, tj. walkę z przeciwnikiem sprowadzonym „do podłogi”. Ma za sobą liczne wygrane, a od niedawna dzierży purpurowy pas, który jest 3 z 5 stopni w brazylijskim jiu jitsu. Opowiedział nam, jakie były jego początki, z czym musiał się mierzyć i czego najbardziej obawia się w tym sporcie.

DJ (Damian Jemioło): Czym zajmujesz się poza matą?

KK (Krzysztof Kobos): Byłem uczniem, ukończyłem II Liceum Ogólnokształcące. Właśnie wybieram się na studia do Krakowa. W zeszły piątek odbyłem „ostatni” trening w Team Sukata w Mielcu. Oczywiście, będę wracał najczęściej, jak się da. Związałem się z chłopakami przez tyle czasu, tym bardziej że zaczynałem, jak miałem 14 lat.

 

DJ: No właśnie – jak było z tymi początkami?

KK: Tak jak wspominałem – zaczynałem, kiedy miałem 14 lat. Przyszedłem na pierwszy trening – były tam same wielkie chłopy, wszyscy byli duzi i silni. Pamiętam, że byłem bardzo szczuplutki i mały. Czułem się zagubiony, zaniżałem im wtedy średnią wieku o połowę. Jednak byłem wytrwały, a wszyscy tam miło mnie przyjęli i teraz szala obróciła się na moją korzyść (śmiech).

 

DJ: Fakt, nie sposób nie zauważyć. Trenowałeś już coś wcześniej?

KK: Tak, przez 7 lat trenowałem karate. Zacząłem w pierwszej klasie podstawówki – chodziłem przez 4 lata do sensei Bożeny Farad, później przez 3 lata do sensei Andrzeja Wolskiego. Bardzo mile wspominam ten czas – karate wykształciło we mnie motoryczność, rozwinęło mnie od samego początku. Dzięki temu, kiedy poszedłem na bjj (brazylijskie jiu jitsu), nie byłem taki „cherlawy”, wiedziałem jak się poruszać i miałem wiedzę na temat fizyczności. Teraz, jednak gdybym miał wybór, na co zapisać się od najmłodszych lat – wybrałbym zapasy.

 

DJ: Zamierzasz trenować coś jeszcze dodatkowo?

KK: Tak, właśnie teraz będę mieć okazję trenować zapasy w Krakowie. Chcę wzmocnić swoją stójkę w bjj właśnie dzięki nim, ale nie tylko – również mocne obalenia czy klincz. W Mielcu niestety nie mieliśmy takiej szansy, nie było tutaj treningów zapasów.

 

DJ: Zaczynałeś od karate, obecnie trenujesz bjj, myślisz też o zapasach. Skąd ta zmiana? Karate to bardziej stójkowy sport, do tego uderzany.

KK: Po jakimś czasie straciłem motywację do karate. Chodziłem bardziej z przyzwyczajenia i za namową taty, ale nie dawało mi to już przyjemności. Ta zmiana nastąpiła, kiedy chodziłem do gimnazjum. To tam poznałem Bartka Machnika – obecnie trenera bjj w Team Sukata i czarny pas w tej dyscyplinie.

 

DJ: Więc to za sprawą Bartka – jak się zaczynała Wasza znajomość?

KK: Bartek był nauczycielem WF mojej siostry, wiedział, że jestem jej bratem. Zaprosił mnie kiedyś na trening samoobrony, który prowadził w naszej szkole po lekcjach. Chodzili tam sami uczniowie – to były moje początki bjj. Bardzo mi się to spodobało, choć wróciłem do karate, ale nie wytrwałem w tym długo. Chodziłem około dwóch miesiący, jednak stwierdziłem, że to definitywnie nie jest to. Zapytałem Bartka, czy mogę uczęszczać na starszą grupę – wtedy klub nazywał się jeszcze Grappling Mielec. Przyszedłem i zostałem na stałe, byłem na każdym treningu dzień w dzień. Także, jeśli  ktoś z maty mnie nie lubił, to miał problem (śmiech).

 

DJ: Zatem były jakieś konflikty między zawodnikami?

KK: Nie, żartuję. Uważam, że w naszym klubie jest zdecydowanie najlepsza atmosfera. Ćwiczyłem już w kilku miejscach – w Polsce i za granicą, ale klimat jest u nas nie do zastąpienia. Każdy dla każdego jest miły, wchodzisz na matę, pośmiejesz się. To duża zasługa Bartka i Łukasza Lesia, to oni wprowadzają taką atmosferę w tym miejscu.

 

DJ: No właśnie – jacy są Bartek Machnik i Łukasz Leś? To w końcu najważniejsze osoby w klubie, dwaj trenerzy i czarne pasy.

KK: Bartek jest chyba najcieplejszym i najmilszym facetem, jakiego znam, a do tego bardzo otwartym. Zawsze służył mi radą. Traktuję go jak własnego wujka, spędzam z nim mnóstwo czasu. Łukasz jest bardzo charyzmatyczny – przyciąga swoją osobą. Idealnym przykładem niech będzie to, jak bardzo urosła nam liczba członków w klubie przez ostatni rok. Jego nazwisko przyciągnęło do nas mnóstwo osób. Wcześniej, kiedy jeszcze był to Grappling Mielec, też w tym uczestniczył, ale przyjeżdżał do nas z Anglii raz na jakiś czas. Od roku jest już na stałe w Polsce, więc widzimy się znacznie częściej. Jestem pod wielkim wrażeniem, jak bardzo dobrze potrafią to zorganizować – wszyscy chętnie przychodzimy na matę. Wiadomo, na treningach trzeba się starać, ale jest to tak dobrze zrobione, że po prostu się chce.

DJ

Zdjęcia (1)


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu mielecity.pl. Agencja Wydawniczo Reklamowa Korso Spółka z o.o. z siedzibą w Mielcu, ul. Biernackiego 1/4, 39-300 Mielec jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Pozostałe